NAJWYŻSZY CZAS NA ZMIANĘ DIETY

Współcześni prorocy żywieniowi mają do zaoferowania tyle diet, że nie sposób nawet je zapamiętać. Nie ważne jakie zdrowe i pożyteczne by nie były, każda zalatuje wonią zwykłej propagandy. Nawet jeśli opiera się na sprawdzonych doświadczeniach i może przynieść nam niezwykłe korzyści zdrowotne, zawsze zawiera w sobie domieszkę krytyki i święte zakazy, czego nie wolno nam jeść.

Ja tego nie lubię, ale co z tego, właśnie też zamierzam przedstawić sposób zdrowego żywienia, z tym że, nie będę mówić ani co macie jeść, ani co jest zdrowe, a co szkodliwe.
Zacznijmy więc od najbardziej podstawowej kwestii w owej diecie, czyli od świadomości. I nie mówię tutaj o świadomości takiej, kiedy coś wiesz, ale o takiej kiedy całym sobą to czujesz.

Pewnie już nie raz słyszałeś, że cukier jest niezdrowy albo białe pieczywo albo alkohol. Za tym stoją rzesze naukowców, którzy to zbadali, nie raz, czy dwa, ale wielokrotnie. Możesz im nie wierzyć, ale dziury w zębach i kac kolejnego dnia to wystarczające dowody. Mimo to i tak nadal konsumujesz te rzeczy. Dlaczego? Moje osobiste zdanie na ten temat jest takie: świadomość jako wiedza nie wystarcza.

Potrzebne są emocje. Dopóki nie czujesz tego całym sobą, najprawdopodobniej nic nie zmienisz. Dlatego też, możesz przeczytać 150 książek o zdrowym żywieniu i nadal obżerać się ciasteczkami. Możesz też wiedzieć dokładnie, co jest zdrowe, a co nie i dlaczego tak jest. A mimo to nie potrafić zastosować tego na dłuższą metę we własnym życiu. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest równie prosta: jesteśmy nieuważni. Brak uwagi względem każdego kęsa, który pakujemy do ust jest sednem sprawy.

Odpowiedz sobie na pytanie: Czy zwracasz pełną uwagę na jedzenie, podczas jedzenia?
Jeśli tak, to odpowiedz sobie jeszcze na pytanie: Dlaczego i jak często: 1. Czy tylko dlatego i tylko wtedy gdy coś odbiega od normy, pozytywnie lub negatywnie? 2. Czy może przy każdym posiłku, przy każdym kęsie i połknięciu?
Rozwiązanie drugiego pytania omijam, bo mam śmiałość mniemać, że nikt nie odpowiedział twierdząco. Z kolei jeśli przy pierwszym pytaniu twoja odpowiedź brzmi tak, to możemy przyjąć, że jednak nie zwracasz uwagi na jedzenie. Czy to dobrze, czy źle? Ani jedno ani drugie. Po prostu nie myślisz o nim, a więc właściwie nie wiesz, co jesz. Nie jest tak, że nie wiesz w ogóle, co masz na talerzu. Znasz wszystkie te produkty. To jest mleko, a to jajka, a tam kawałek szynki, dalej leżą śliwki… Przecież wiesz co to jest, prawda? Czy na pewno?

Powróćmy na chwilę do dzieciństwa. Od chwili narodzin nasze zmysły zalewane są nieustannie bodźcami, od tejże też chwili uczymy się je rozpoznawać i kategoryzować. W naszych głowach stwarzane są symbole reprezentujące daną rzecz czy zjawisko. To jest bardzo przydatny proces. Dzięki niemu jesteśmy w stanie przeżyć w tej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony uczymy się postrzegać wszystko w ten sposób i tracimy ogólny obraz tego, co tak naprawdę kryje się za danym symbolem (słowem).

Jak często myślimy o mleku, jako o wydzielinie z krowiego wymiona, o jajku, jako o niezapłodnionym kurzym zarodku, o szynce, jako o uwędzonym kawałku zwłok innej istoty, a o śliwkach, jako o kosmicznych zarodkach, których otoczki pożeramy, a z których wnętrzności mogą wyrosnąć kiedyś drzewa?

Im więcej czystej uwagi będziesz poświęcał jedzeniu, tym więcej takich oczywistości będziesz widział, tym łatwiej będzie ci ocenić, co jest zdrowe, a co nie i tym częściej będziesz zadawał sobie pytanie, dlaczego właściwie pakujesz sobie tę biomasę do ust. Czym w ogóle jest czysta uwaga? To moment gdy przestajemy myśleć i koncentrujemy się na naszych zmysłach i na odczuwaniu. Nie jest to jednak tak proste, dlatego ja stosuję taką grę. Kiedy jem staram sobie wyobrazić, że pojawiam się w tym świecie i w tej rzeczywistości właśnie teraz i to jest moje pierwsze doświadczenie z jedzeniem. I nagle zaczynam odczuwać rzeczy, które wcześniej zupełnie uchodziły mojej uwadze.

Widzę siebie jako istotę, która żeby przetrwać musi pożreć inne istoty, albo jakieś ich wytwory, wydzieliny, bulwy, korzenie, zarodki albo otoczki zarodków. W pewnym sensie wzbudza to we mnie dreszcz obrzydzenia, względem samej czynności, ale też mojej pozycji w tym świecie. Bez tego nie przetrwam zbyt długo. Nagle czuje, że skoro muszę to robić, to sens ma jedynie jedzenie czegoś co niewątpliwie przyniesie mi zdrowie i energię, a przy okazji nie skrzywdzi środowiska, dzięki któremu w ogóle istnieję. Niby to takie proste, ale widzę, że inni nie zdają sobie z tego sprawy i nawet jak im powiem, to nie zrozumieją dopóki sami tego nie odczują. Nie dochodzę do żadnych mądrych wniosków, ale zaczynam widzieć korelację między wszystkim. Potem uświadamiam sobie, że to pierwszy raz, kiedy myślę w ten sposób. Wcześniej jedzenie miało mi smakować i zapchać mi kichę.

To tylko przykład wniosków. Nie sposób ich tu wszystkich wypisać. Bo i po co? Chce tylko uzmysłowić Wam, że świadomy sposób konsumpcji może prowadzić do zmiany postrzegania, a w efekcie do zmiany zachowania. Wystarczy, że przy każdym posiłku zaoferujesz chwilę czystej uwagi sobie i jedzeniu, które niedługo potem staje się częścią Ciebie lub ląduje w klozecie. Jeśli wczujesz się w smak, a przy okazji wyobrazisz sobie jaką drogę przeszło to jedzenie, by znaleźć się w twojej nienasyconej gardzieli, zapewniam Cię, że życie już nigdy nie będzie takie samo (zresztą nawet jakbyś tego nie zrobił, to i tak nie będzie dłużej takie samo).

Rób tak przynajmniej przez miesiąc. A wszelkie późniejsze zmiany mają szanse nastąpić same, bez większego wysiłku. Lodówka i półki wypełnią się jedzeniem, powszechnie uznanym za zdrowe, zniknie wszystko, co be i niedobre, schudniesz, będziesz czuł się lepiej, wizyty u lekarzy staną się rzadkością, choć nie oznacza to, że na nic nie zachorujesz, bo przecież i tak w końcu któregoś dnia umrzesz.

 

Klara Kawecka

Dodaj komentarz