Kto się urodził, ten umrze. Kto! Kto? Nasuwa się więc pytanie, kim uważamy, że jesteśmy?
Jeśli utożsamiamy się z umysłem i ciałem, to cisza, rozkładającego się nieboszczyka, utwierdza nas w tym, że któregoś dnia, gdy umrzemy pozostanie po nas tylko kawałek materii zjadanej przez robaki i grzyby oraz wszystko to, co fizycznie stworzyliśmy za życia. Jeśli sięgamy wyżej, wtedy rozpościerają się przed nami inne perspektywy, chociaż część z nich nie wykracza tak naprawdę poza obręb umysłu, który umiera razem z ciałem. I tak na przykład rzadko kiedy przyjmuje się, że dusza jest bezpostaciową esencją czy rdzeniem, który wnika w ciało. Częściej rozumiana jest jak przedłużenie ego, czyli przedłużenie jednostkowego tworu, którym myślimy, że jesteśmy i któremu przydarza się całe to życie i cała rzeczywistość. Wiadomo jednak, że ego to rodzaj abstrakcyjnego pojęcia czy kreacji, stworzonej przez umysł. Wobec tego próba wyobrażenia sobie jego, jako czegoś, co miałoby przetrwać śmierć jest w gruncie rzeczy skazana na porażkę.
Mimo, to istnieje w większości z nas przekonanie, że śmierć nie jest żadnym końcem i jest ono tak powszechne, że warto się głębiej zastanowić skąd ono pochodzi. Aby to zrobić należy przyjrzeć się naszej prawdziwej naturze i odpowiedzieć sobie na pytanie kim jesteśmy.

Znany psychiatra David R. Hawkins, zajmujący się tematem świadomości, pisał tak: ręka nie wie, że jest ręką, potrzebuje do tego umysłu (mózg jako narząd sam w sobie też nie wie, że jest mózgiem, potrzebuje do tego sprawnej, dobrzej działającej wykładniczej swojej pracy, którą potocznie i w uproszczeniu nazywa się umysłem). Przymioty umysłu takie jak na przykład myśli, emocje, wyobrażenia, wspomnienia nie wiedzą, że są myślami, emocjami, wyobrażeniami, wspomnieniami, potrzebują do tego świadomości. Świadomość natomiast potrzebuje skoncentrowanej uwagi, która zawiera się w momencie, który nazywamy teraźniejszością. Ta dosyć prosta konstrukcja pozwala nam zagłębić się w to kim jesteśmy (skupcie się na tym, przeczytajcie jeszcze raz, ale nie przelatujcie po tym wzrokiem, jak po coś tam niby znaczących pojęciach, tylko spróbujcie to naprawdę poczuć).
A więc w uproszczeniu składamy się z tych czterech warstw – ciało, umysł, świadomość, skoncentrowana uwaga. I o ile poziom ciała i umysłu jest nam doskonale znany, to płaszczyznę jaką jest świadomość bardzo często omijamy. A to właśnie ona jest kluczem do zrozumienia kim jesteśmy.
Świadomość jest rodzajem wymiaru, w którym odbywa się umysł. Nie ma ona formy ani granic. Jest czymś, co dla ułatwienia można przyrównać do przestrzeni, w której znajduje się materia czy czasu, w którym odbywają się wydarzenia. One również same w sobie nie mają żadnej formy. Większość ludzi utożsamia się tylko z ciałem i umysłem. Jeśli spytasz ich kim są, wskażą ci własne ciało, a potem uraczą cię swoją personalną historią, którą będzie mieszaniną umysłowych przymiotów. Mało kto ci powie, „jestem skoncentrowaną w teraz, bezgraniczną świadomością, która nie ma indywidualnej tożsamości, gdyż jest taka sama w każdym z nas”. Dzieje się tak, dlatego, że mało kto w ogóle zdaje sobie z tego sprawę. Umysł jest z natury bardzo hipnotyzujący. Nasze wyobrażenie o nas samych jako indywidualnych jednostkach (ego) to wytwór umysłu. Oczywiście na tym poziomie każdy z nas rzeczywiście jest zupełnie inny, osobliwy i jednostkowy. Ale na poziomie świadomości, jesteśmy tym samym, podobnie jak przestrzeń, w której znajdują się nasze ciała jest wszędzie taka sama, nieważne czy zawarta jest w niej bakteria, Ziemia czy cała galaktyka. Doskonale wiemy, że materia nieustannie się zmienia, mimo, że sam wymiar przestrzeni i czasu pozostaje taki sam. Podobnie treść umysłu ciągle przekształca się i formuje, podczas gdy świadomość, jako wymiar umożliwiający jej zaistnienie, jest stała.
Jeśli skoncentrowana uwaga jest na poziomie świadomości, to z tej perspektywy ego i cała zawartość umysłu nigdy nie była czymś, co żyłoby jako odrębna całość, tak jak zwykliśmy to postrzegać w formie pojęcia. Tak naprawdę jest to tylko nieustająca, wiecznie przemijającą masa przeróżnych odczuć, wrażeń, myśli, emocji, wspomnień, wyobrażeń itp. Oczywiście one wydają się być czymś większym i bardziej znaczącym, gdyż są nieustannie podtrzymywane i powtarzane, ale w istocie są tylko krótkotrwałym, przekształcającym się zjawiskiem, które na zmianę rodzi się i umiera.
Z tej perspektywy również wiadomo, że świadomość jest taka sama w innych stworzeniach i nawet jeśli następuje zgon biologiczny, to świadomość żyje w innych i w innych się odradza. Na tym poziomie się nie umiera.
Z kolei z poziomu umysłu wydaje się, że świadomości jest obojętne, że następuje zgon biologiczny, jak również umysł zastanawia się, co stanie się ze świadomością, gdy on zniknie? Czy ona zniknie razem z nim? Natomiast z perspektywy świadomości paradoksalnie takie zagadnienia w ogóle nie mają znaczenia.